Przygotowania do kanonizacji odbywają się w iście włoskim stylu. Na kilka dni przed mszą kanonizacyjną dwóch papieży Wieczne Miasto żyje swoim tempem, tu codziennie na ulicach są tysiące pielgrzymów i turystów. Służby mundurowe każdego dnia mają co robić. Jak dojść do Colloseum, gdzie kupić bilet - na setki takich pytań muszą odpowiadać mundurowi na każdym skrzyżowaniu. Zapach pizzy i świeżo mielonej kawy nagle przecina ostry duszący wyziew. - Dalej nie można - mówi mi łamaną angielszczyzną facet w uniformie. Obok uwijają się mężczyźni w czerwonych kaskach i odblaskowych kombinezonach straży pożarnej. Pożar - musi pan iść inną ulicą - dodaje. To moja pierwsza po przylocie piesza podróż ulicami Rzymu. Następnego dnia na innej uliczce w centrum mój bieg z mikrofonem zatrzymuje tłumek zszokowanych turystów i kelnerów z pobliskiej knajpki. Rozglądam się i widzę człowieka z zakrwawioną twarzą. - Wypadek, pieszy wszedł pod samochód - tłumaczy przerażona dziewczyna w fartuchu kelnerki. To nie są ćwiczenia, chociaż każdy dzień w takiej aglomeracji jak Rzym, jest dla miejscowych służb dobrym testem przed takim sprawdzianem jak przyjazd setek tysięcy wiernych.W podobnym stylu robotnicy budowali platformę, tak zwaną zwyżkę dziennikarską na końcu Placu Świętego Piotra. - Pracuje tu 40 mężczyzn, dzień i noc. Rano wszystko będzie gotowe - zapewnia mnie szef grupy, Marco, a między zdaniami po angielsku ochrzania włoskich kolegów montujących dziesięciometrową konstrukcję. Słychać stukanie młotków dobijających poszczególne elementy. Jest ich ponad trzy tysiące. Rano budowa jest skończona, ale też we włoskim stylu. Oznacza to, że zwyżka stoi, ale jeszcze wielu pracowników ciągle coś dokręca i poprawia. Oczywiście poza sjestą.
Podobnie włoski styl potrzebny jest do przebrnięcia przez odbiór akredytacji dziennikarskich na uroczystość. Wnioski akredytacyjne były wysłane w terminie. Uśmiechnięta ładna brunetka z uśmiechem jak z reklamy pasty do zębów sprawdza na tablecie. Wklepuje dukając "Piesz-nie-wski, Pies-nie-wski..." Bez skutku. Mam nadzieję, że nie zapyta o miejsce urodzenia, bo mam ochotę za Frankiem Dolasem powiedzieć "Chrząszczyrzewałczyce powiat Łękołody". Ale w końcu się udało. Jest. Wszystko w porządku. Akredytacja została zatwierdzona. Ale nie wydrukowana. Proszę przyjść jutro. - Ale ja dziś mam relacje na żywo. - To proszę przyjść po południu - dodaje z włoskim uśmiechem. Przychodziłem trzy razy w ciągu trzech dni. Ale to nie przeszkodziło mi pracować. Może dlatego, że więcej tu działa na włoski uśmiech. Ale działa. Z resztą, nie jestem jedynym, który swoją akredytację musi "wychodzić". Z dużej grupy filipińskich reporterów co drugi dostał wejściówkę, a kolejni odprawieni z kwitkiem śmiali się. Jedni się śmieją, a inni w wirze pracy ... zasypiają podczas papieskiej mszy. Taką antenową wpadkę miał kolega z meksykańskiego radia po prostu z braku snu. Nadaje do kilku krajów Ameryki Południowej praktycznie 24 godziny na dobę. Pytanie tylko, czy chrapał? Tak czy inaczej wszyscy uczyć się od niego możemy jak można komentować takie uroczystości w tempie komentatora meczu piłkarskiego.
Pielgrzymi wyjeżdżający do Rzymu zastanawiają się, czy w niedzielę będzie pogoda, czy będzie lało. Tu nikt o tym nie myśli. Kiedy zaczyna padać, niczym szpieg z Krainy deszczowców pojawiają się zgięci wpół ciemnoskórzy imigranci z naręczami parasolek. Umbrela mister - prawie szepczą zachwalając towar. Wraz z pierwszymi promieniami słońca rozpływają się jak w kiepskim d(r)eszczowcu.
Dżonpoldesekend is beeeeter! Tak swoje produkty zachwalają włoscy sprzedawcy ze sklepików i straganów przy Via del Mascherino. W sklepach z pamiątkami wokół Watykanu ruch jest cały dzień. A zainteresowanie nowymi świętymi papieżami niemałe. Na półkach i straganach są już wizerunki nowych świętych z aureolami. "Mamy obrazki, różańce, breloczki do kluczy, magnesy. Jan Paweł II - on już jest święty" - przekonuje mnie sprzedawca i pokazuje nowe obrazki z Janem Pawłem II i podpisem "sanctus". Zwracam uwagę, że wiele z nich ma jeszcze napis "błogosławiony". Ale to nic. Sprzedawcy poszli po rozum do głowy i mają specjalne naklejki z napisem "sanctus". Wystarczy nakleić na stary napis i już obrazek będzie aktualny.
Żadne sposoby nie skutkuja na coraz dłuższe kolejki do wejścia do Bazyliki Świętego Piotra. Z dnia na dzień ogonek jest coraz dłuższy, ale nikt tu nie narzeka. W zawijającej się aż pod kolumnadę kolejce wszyscy stoją bez wyjątku, a po kilku godzinach można wejść i odszukać groby błogosławionych papieży. Grób Jana Pawła II jest po prawej stronie za słynną Pietą a grób Jana XXIII pod Ołtarzem Świętego Hieronima obok posągu Świętego Piotra. Napisy na grobach to dziś "beatus" czyli błogosławiony. Już w niedzielę będą głosić "sanctus" czyli święty.




Komentarze
Prześlij komentarz